A nerwobóle?

Najczęściej w tym okresie pojawiają się różnego rodzaju nerwobóle jak ischias, bolesne drętwienie nóg, szczególnie w nocy, bóle ramion, zaburzenia czucia w palcach (wszystko leci z rąk), dokuczliwe bóle krzyża, utrudniające pochylanie się czy pracę w pozycji zgiętej. Na koniec dolegliwości wynikające z zaburzeń w czynności kory mózgowej. I to już chyba najbardziej dokuczliwe, szczególnie dla kobiet pracujących, powoduje bowiem zaburzenia pamięci, prawidłowego kojarzenia, trudności w prawidłowym rozumowaniu, a także nadpobudliwość, która staje się przyczyną ciągłych konfliktów z otoczeniem. Czy są to sprawy nieodwracalne?
Oczywiście że nie, ponieważ powstają one w związku z zaburzeniami gospodarki wodno-solnej w organizmie, a także w związku z pojawieniem się nadmiernego apetytu, wręcz wilczego głodu, powstającego na skutek stanów hipoglikemicznych, tzn. obniżonego poziomu cukru we krwi — wywołanych przez nadmiar estrogenów w organizmie. W każdym przypadku wystąpienia różnych dolegliwości należy zwrócić się do lekarza i sprawdzić, czy narząd nie jest chory, żeby nie przeoczyć początku prawdziwej choroby. Jeśli okaże się, że lekarz nie widzi konkretnych zmian ani schorzenia określonego narządu, trzeba pomóc sobie samemu: uregulować tryb życia, żywienia, wprowadzając ruch, gimnastykę, a także ścisłą kontrolę wagi.

Bo też z tym zdrowiem jest dziwna sprawa

W badaniach dodatkowych, które w dzisiejszej medycynie wiodą prym, wychodzi, że i serce zdrowe, i wątroba w porządku, i opad nie podwyższony. No więc, skąd te dolegliwości? Otóż dolegliwości w tym okresie życia niewątpliwie istnieją i wcale nie są wymyślone przez kobiety, bo któż ma czas biegać od lekarza do lekarza i załatwiać miesiącami badania dodatkowe. A zmiany — owszem są, ale nieuchwytne dla większości analiz, wynikają bowiem ze zmian fizjologii narządów wewnętrznych w okresie preklimakterycznym. Na przykład, tkanka wątroby, obrzękła przy retencji chlorków, nie tylko uciska i utrudnia odtruwającą działalność komórek wątrobowych, ale również zwęża światło przewodów żółciowych, co powoduje zwolniony odpływ żółci, a zastój sprzyja tworzeniu się kamieni. Wątroba boli, żółć gorzej się wydziela, spożywanie potraw ciężkostrawnych tłustych zaczyna sprawiać dolegliwości — bóle i wzdęcia brzucha. Zainteresujmy się z kolei sercem. Pojawiają się dolegliwości w postaci kłucia w okolicy serca, napadów kołatania, arytmii z wypadaniem pojedynczych skurczów albo typowe dla tego okresu bicie  serca tak głośne, że w czasie bezsennych nocy wypełnia — zdawałoby się — całą sypialnię. Ręka zaś położona na lewej piersi aż podskakuje do góry, tak silnie serce wali.

Czy ja jestem chora?

Wróćmy do profilaktyki i leczenia zaburzeń okresu przekwitania. W okresie preklimakterycznego dwudziestolecia występuje wiele dolegliwości, wynikających z zatrzymywania w ustroju chlorków sodu związanych z tym stanów obrzękowych różnych narządów, a także układu nerwowego. Dolegliwości te występują rozmaicie u różnych kobiet. Najczęściej dają o sobie znać w narządach już przez sam tryb życia przeciążonych czy uszkodzonych. Grubaski narzekają zwykle na wzmożone dolegliwości trzustkowo- -wątrobowe, czasem piasek w nerkach. Szczupłe, nerwowe astenicz- ki mają tendencję do zaburzeń w oddychaniu, duszności, schorzeń oskrzeli, dolegliwości sercowych i nerwowych. Kobiety w tym okresie życia często spotykają się w gabinecie lekarskim ze stwierdzeniem, że są całkiem zdrowe, bo i ekg dobre, i próby wątrobowe niezgorsze, a płuca też w Rtg bez zmian. Wynikałoby z tego, że jest to hipochondria
wmawianie sobie różnych dolegliwości. Niewątpliwie zaburzenia w czynności układu nerwowego stwarzają nadmierną wrażliwość na wszelkiego rodzaju dolegliwości, ale jak powiedziała kiedyś pacjentka: — Jeżeli ja jestem zdrowa, to dlaczego ja jestem chora?

Niekłopotliwe stosowanie

Najpraktyczniejsza byłaby spirala domaciczna, zakładana przez lekarza. Skuteczność jej jest duża i stosowanie niekłopotliwe, jeżeli błona śluzowa macicy nie jest polipowato przerośnięta, bo wtedy mogą wystąpić nieregularne krwawienia lub przedłużające się miesiączki. Jeżeli nie występują tego typu zaburzenia, to jest ona środkiem ze wszech miar godnym polecenia, w wieku gdy dzieci już się porodziły nie ma problemu z przebiegiem ewentualnej ciąży. O tabletkach antykoncepcyjnych nawet nie piszę, bo byłoby to dolewaniem oliwy do ognia, w tak niezmiernie rozkojarzonym hormonalnie okresie, nie wspominając już, że jest to wiek sprzyjający schorzeniom wątroby i zmianom zakrzepowym w naczyniach (żylaki, naczynia wieńcowe serca, mózg). Najbardziej godne polecenia są krążki i kapturki dopochwowe. Nieszkodliwe, skuteczne i łatwe w obsłudze. Zakładamy wieczorem do pochwy przy myciu, smaYując kremem antykoncepcyjnym, wyjmujemy po ośmiu godzinach (minimum dla wymarcia plemników) lub rano, myjemy, talkujemy i chowamy. Jeden krążek czy kapturek naszyjkowy można, dbając o niego (talkowanie, suszenie po użyciu) używać od pięciu do dziesięciu lat.

Czy już niepłodna?

Nawiązując do coraz częstszych cyklów bezowulacyjnych, można by sądzić, że kobiety w okresie przekwitania stają się bezpłodne. Niestety, nie jest to takie pewne. Zmniejszanie się płodności z upływem lat pokazuję tabela na rys. 26. Jak widać, płodność zmniejsza się bardzo znacznie po czterdziestce i stopniowo spada prawie do zera (dwadzieścia dwie na jeden tysiąc kobiet rocznie.— bez antykoncepcji oczywiście). Pacjentkom, które pytają mnie, kiedy już na pewno nie zajdą w ciążę, odpowiadam: na pewno — sześć miesięcy po ostatniej miesiączce. Patrząc na zanikanie owulacji i stopniowy rozkład automatyzmu miesięcznych reakcji cyklicznych, trzeba zastanowić się nad antykoncepcją tego dziesięciolecia (między czterdziestym a pięćdziesiątym rokiem życia), ponieważ najczęściej już „wszystkie dzieci są w domu”, jak się to potocznie określa. Metody termiczne w okresie zaburzeń owulacji nie są już tak pewne jak przy rytmie prawidłowym i łatwo o pomyłkę. Stosunek przerywany prezerwatywa dla małżeństw, które od wielu lat je stosują, są skuteczne, tylko… o właśnie, tylko — nasienie i zawarte w nim hormony.

Naturalne braki

Rozwiązanie, jakie w Polsce zaproponował prof. J. Aleksandrowicz, jest chyba najbardziej zbliżone do naturalnego uzupełnienia braków. Zaproponował on używanie soli kopalnej, pełnej (sól gruba), nie ważonej (odparowana z solanki jest bardzo uboga w mikroelementy), a najlepiej — szarej, bydlęcej! Ponadto proponuje stosowanie tabletek dolomitowych. Tabletki te produkowane są ze skał dolomitowych, bogatych w naturalne „glebowe” składniki mineralne. Uzyskuje się je z odpadów w kopalniach soli kamiennej, a także iłów pozostałych po odsalaniu wód kopalnianych. Wody wydobywane z głębi ziemi są bardzo zasobne w mikroelementy, tak przez nas obecnie poszukiwane. Rozpisałam się szeroko o różnych „mikro”, aplikowanych naszym organizmom w ,.kilogramach”, co godzi w podstawy zdrowia i dobrego samopoczucia kobiety — ale naprawdę trudno myśleć o miłości, kiedy każda miesiączka czy ciąża grozi drgawkami, arytmią, ciężkimi zaburzeniami nerwowymi, a nawet atakami tężyczki w przypadku ciężkich niedoborów. Nie mówiąc już o zaburzeniach hormonalnych — obrzękach, bezsenności, bólach głowy, a nawet i rakach, przy nierozważnym stosowaniu estrogenów.

Większa liczba kobiet

W ostatnich latach szpitale amerykańskie rejestrują coraz większą liczbę kobiet chorujących z powodu niedoborów mikroelementowych liczby te rosną zastraszająco. A dlaczego kobiet? Bo kobiety oddają zapasy zdeponowane w organizmie dzieciom w każdej kolejnej ciąży, a ponadto tracą stale składniki mineralne z upływem krwi w czasie miesiączek. Skąd taka choroba? Do niedawna w Polsce kobiet leczących się z powodu niedoboru wapnia, magnezu i innych mikroelementów było na Oddziale Endokrynologii w Warszawie cztery do pięciu rocznie, ostatnio pojawiło się nagle czterysta i więcej. Poprzednie pacjentki przychodziły po operacji tarczycy, gdy uszkodzono (rzadko) przytar- czyczki — maleńkie gruczoły rządzące przemianą mineralną w organizmie i znajdujące się, jak sama nazwa wskazuje — przy tarczycy. Obecnie gwałtowny przyrost liczby chorych wynika już z innych przyczyn. Podobnie jak na Zachodzie, gleba przez wiele lat nawożona chemicznie i rodząca wielokrotnie więcej niż dawniej, wyjałowiła się z mikroelementów, które były niegdyś w Chlebie, soli czy jarzynąch. zaczynają się choroby. Zastanawiająca jest jedna sprawa.’Przecież na Zachodzie każda odżywka czy preparat witaminowy zawiera mikroelementy. Widocznie w takiej formie mikroelementy są słabo przyswajalne!

Ręka szalonego

Nauka współczesna, odkrywając znaczenie witamin, mikroelementów czy hormonów, dała miecz w rękę szalonego. Ludzie zachwyceni, że tak łatwo poprawić czy wyregulować różne niedobory, zapomnieli o podstawowych zasadach fizjologii. Nie na darmo witaminy czy mikroelementy noszą w swej nazwie przedrostek mikro. Są to bowiem substancje znajdujące się w organizmie w ilościach śladowych, minimalnych, a my ładujemy je niekiedy bez umiaru. Mikroelementy, jak magnez, wapń, potas, fosfor znajdziemy w każdym zestawie tabletek witaminowych w większości krajów zachodnich. Preparaty te stosujemy w dawce na „słonia”, podobnie jak preparaty hormonalne, zamiast 1 mg dziennie — 25, 50, 75 itd. Skutki nie dają na siebie długo czekać, preparaty zamiast leczyć — trują i stwarzają nowe dolegliwości. Jedyne zastosowanie terapii mikroelementowej, jakie znam i które dało znakomite efekty, to podawanie jodowanej soli w okolicach podgórskich. Odkąd zaczęto ją produkować i soląc potrawy, dodawano minimalne dawki jodu do pokarmów, zniknęły postacie kretynów z ogromnym wolem, których tak wielu spotykałam w dzieciństwie (lata dwudzieste, trzydzieste) w okolicach górskich. Po prostu choroba, wynikająca z niedoboru jodu w wodach tych okolic, przestała istnieć.

Żadnych skutków negatywnych

Z moich informacji wynikało, że leczenie mikrodawkami przez wiele lat nie dawało żadnych skutków negatywnych, a u wszystkich kobiet leczonych klimakterium mijało prawie bez dolegliwości. Dla pocieszenia nieco kobiet przeżywających okres klimakterium, którym pokazałam „cukierek” obecnie niedostępny, chciałabym dodać, że organizm, który jest cudownym mechanizmem, może we własnym zakresie — jak pokazują cytowane przeze mnie badania — zorganizować sobie kurację małymi dawkami androgenów w okresie przekwi- tania. A także jajniki, w których kończy się wytwarzanie pęcherzyków jajeczkowych produkujących estrogeny, uruchamiają w tym wieku produkcję androgenów, które, jak wspomniałam, mogą być w miarę potrzeby przetwarzane w narządzie rodnym w estrogen.
Warto więc, jeśli to tylko jest możliwe, przeczekać stosując hydroterapię, dietę, gimnastykę i spacery zamiast niecierpliwie domagać się od lekarzy terapii substytucyjnej hormonami, ponieważ dopływ tych hormonów z zewnątrz utrudnia naturalną regulację przez organizm, po przerwaniu czy zakończeniu hormonoterapii objawy wypadowe powracają ze wzmożoną siłą. Oczywiście są przypadki, gdy ciężkie zaburzenia ogólne (na przykład zrzeszotnienie kości) wymagają leczenia hormonami, ale o tym decyduje lekarz.

Dawka na słonia…

„Dawka na słonia” staje się powoli zasadniczym problemem współczesnej medycyny i żywienia, a więc zawartości w pokarmach i odżywkach witamin, soli mineralnych itp. Przecież tak witaminy, jak i składniki mineralne, mikroelementy, wchodzące w skład środków spożywczych, jak sama nazwa wskazuje, muszą być stosowane, podobnie jak leki hormonalne i inne, w ściśle określonych przez lekarza dawkach — indywidualnie dla każdego pacjenta. Przykładowo przytoczę tu historię leku methyloandrostendiolu. Duży artykuł w Informatorze „Polfy” omawiał długo i szczegółowo ujemne skutki stosowania methyloandrostendiolu, a mianowicie — obrzęki, bezsenność, bóle głowy, wąsy (czyli wzrost owłosienia). Zdumiałam się niesłychanie — bo akurat wszystkie te dolegliwości znosiła moja kuracja całkowicie (z wąsami raczej nie miałam do czynienia). Zagadka rozwiązała się na koniec artykułu, gdy podano dawki stosowane: od 25 do 75 mg dziennie (!), czyli od 15 do 40 razy wyższe niż stosowałam. Po artykule methyloandrostendiol zniknął z aptek — zaprzestano produkcji. Nie jest to zresztą nasz wynalazek, na Zachodzie sprawy wyglądały podobnie, tylko dawki stosowano jeszcze większe. Wreszcie lekarze i farmaceuci na świecie doszli do wniosku, że lek jest niepoży- teczny, a nawet szkodliwy. Była mowa również o wpływie rakotwórczym. Sądzę, że wszystko jest możliwe przy takich dawkach.

error: Content is protected !!